czwartek, 28 lipca 2016

Jaskinie

Wtorek był naszym ostatnim dniem, który spędziliśmy w górach. W środę rano ruszyliśmy na południe.

Środę spędziliśmy na zwiedzaniu jaskiń. Najpierw wybraliśmy małą jaskinię Krizna Jama, która jest mało znana, mało turystyczna, ale za to nie jest podłączona tam
elektryka, całą trasę przez jaskinię idzie się z małą latarką. Do tego dostaje się urocze kaloszki i część trasy pokonuje się w pontonie płynąc podziemną rzeką. To była moja pierwsza jaskinia. Pierwsze wrażenie? "Jakby Niemcy budowali" - wielkością podobne do podziemnych tuneli (wiem, bo w tym roku pierwszy raz w takich byłam ;) ).
Trochę stalaktytów, stalagmitów, dużo formacji skalnych. Wrażenia po spacerze bardzo przyjemne.
Pomyślałam - "widziałam jedną, widziałam je wszystkie". Ale.. nie. Ale o tym zaraz.




Latarki









Nasz następny przystanek wypadał w Jaskiniach Szkocjańskich.


To druga, po jaskini Postojnej, najbardziej znana jaskinia na Słowenii. Czemu nie wybraliśmy tej najbardziej znanej? W Internecie jest mnóstwo negatywnych opinii o turystycznej szopce, którą się tam spotyka. Niesamowicie wysokie ceny, bazarki z pamiątkami i tłumy ludzi.
Dojechaliśmy do Szkocjańskich i co widzę? Bazarki i tłumy ludzi. Ok, jak już przyjechaliśmy to nie ma odwrotu. Wejście jest o pełnej godzinie, w grupie z przewodnikiem. A mówiąc grupa mam na myśli 120 osób.
Podzielili nas na 4 podgrupki, każda dostała jednego przewodnika. Opowiedzieli, że w jaskini nie ma toalet i nie można sikać na skały. Kiedyś można było robić zdjęcia, ale ludzie się potykali, upadali, spowalniali grupę i wprowadzili zakaz. Początek uroczy. Weszliśmy. I tutaj skończyły się jakiekolwiek negatywne myśli. Cała trasa prowadziła przez dwa rejony: "cichy" i "głośny" - przez ten płynie podziemna rzeka. Komnaty były ogromne. Formacje skalne ogromne. Wszystko pięknie oświetlone. Największa komnata - wysokość 160m jeżeli mnie pamięć nie myli - prowadziła zboczem ściany. Efekt - byłam w kopalniach Morii i czekałam aż Balrog mi wyskoczy zza zakrętu.
Zdjęcia możecie obejrzeć np. tutaj


wtorek, 26 lipca 2016

Okolice Bledu

Ostatnie kilka dni spędziliśmy w okolicach turystycznej miejscowości Bled. 

Poniedziałek spędziliśmy nad jeziorem Bohinjsko położonym u podnóży malowniczych gór. Planowaliśmy spacer wokół, a skończyło się na pokonaniu jeziora kajakiem.






Niestety pogoda zaczęła się psuć. Popołudniu zaczynają się burze i ulewy, a wczoraj nawet nie uniknęliśmy gradu.


Wtorek mieliśmy spędzić na wycieczce w wyższe partie gór. Niestety, może trochę zbyt przezornie, zrezygnowaliśmy z pomysłu z obawy przed deszczem i błyskawicami. Zamiast tego, wybraliśmy się do wąwozu Vintgar. Cała trasa ma około 1,5km długości, prowadzi przez drewniane mosty i galeryjki podwieszone nad rwącą rzeką.


















niedziela, 24 lipca 2016

Na szlaku w Alpach

Trasy turystyczne w Alpach zdecydowanie różnią się od tych tatrzańskich. To, co w Tatrach jest uważane za średnio-trudne tutaj jest uważane za łatwe ;)

Dzisiaj wybraliśmy się w jedną z łatwiejszych tras na szczyt Slemenova Spica (~1900m), do której nie były potrzebne żadne techniczne umiejętności. I nie wiemy czy źle poszliśmy, czy to faktycznie po prostu jest łatwa trasa - początek okazał się ostrym wejściem po tysiącu malutkich kamieni. Na szczęście uzbrojeni w kijki nie stoczyliśmy się z powrotem, i mimo planowanej 4h wycieczki, udało nam się zakończyć ją po 6h.

Alpy robią wrażenie ogromnych w porównaniu z Tatrami. Rozciągają się na dużo większej powierzchni. W naszych Tatrach największym szczytem są Rysy (2503 m n.p.m.), a tutaj takich szczytów jest bez liku. Nie zapuszczamy się w tak wysokie tereny. Tam trzeba być dobrze przygotowanym, na wyższych pasmach są tzw. ferraty, gdzie trzeba mieć odpowiedni sprzęt. Większa część Alp jest kamienista, bez jakiejkolwiek zieleni. Na niższych trasach widok otaczających nas szczytów jest niesamowity i tutaj jest dużo roślin, trawy i kwitnących kolorowych kwiatków.

W porównaniu z Tatrami szlaki zaczynają się bliżej gór, dlatego też dużo trudniej tutaj dojechać. Dzisiaj wjechaliśmy samochodem na wysokość około 1500 metrów po tzw drodze 50-sięciu zakrętów, żeby zacząć wspinaczkę.




Trasy











sobota, 23 lipca 2016

Alpy

Dziś opuściliśmy wschodnie rejony Słowenii i ruszyliśmy w stronę Alp.


W drodze do miasteczka Bohinjska Bistrica zatrzymaliśmy się przy Logarskiej Dolinie, gdzie podczas 12-kilometrowego spaceru mogliśmy podziwiać widoki na Alpy Julijskie. Naszym celem był wodospad Rinka.








Fragmetny trasy były ogrodzone dla żyjących w środku zwierząt, dlatego dla ludzi wybudowano kilka schodów, żeby łatwiej było obejść elektycznego pastucha. Tutaj mijaliśmy osły.









Z ciekawostek - do wodospadu spokojnie można było dojechać samochodem. Dla leniucha - zero wysiłku, a widoki takie, jak po 10h wędrówce w Tatrach. Dla mnie, niestety, to miejsce dużo traci przez otwarcie na wszystkich turystów - jak można cieszyć się z natury, gór i ich potęgi jeżeli zaraz obok przejdza samochód? :) 
Dalszą drogę, już samochodem do kolejnego punktu noclegowego, wyznaczyliśmy przez Austrię. To była najtrudniejsza trasa jaką Dyc przejechał (no bo przecież nie ja ;) ). Dziesiątki serpentym, zakręty o 90stopni i jeszcze piękniejsze widoki.




Jutro dalej będziemy poznawać Alpy.